"Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie."

(J 11,25)

Znajomi z uliczek ciszy

ZNAJOMI Z ULICZEK CISZY

W głębi cmentarza niemal pośrodku, znajdują się dwa oryginalne obeliski kamienne pięknie rzeźbione.
Wyglądają jakby ułożone z głazów, kiedyś z krzyżami u szczytu.

Nagrobek Aleksandra Waiznera
Nagrobek Aleksandra Waiznera
Nagrobek Aleksandra Waiznera
Nagrobek Katarzyny Kiser
Nagrobek Katarzyny Kiser

Na pierwszym umieszczono metalową tablicę z napisem:

Ś.P. Aleksander Waizner
przeżywszy lat 41 zmarł d 29 sierpnia 1895 r
prosi o westchnienie do Boga
w nieutulonym żalu ten pomnik składa wdzięczna żona

Aleksander Waizner syn Józefa i Marianny z domu Rudkowskiej, urodził się w Chablicach. Z zawodu hutnik, mieszkał w Blachowni, pozostawił żonę Józefę z Maniurkowskich.

Obok obelisku zachowały się jeszcze dwa filarki, które połączone metalowymi elementami, okalały mogiłę.
Nad tablicą spośród głazów, wyrastał pień drzewa - krzyż, a u jego nasady pomiędzy głazami wykuto liście dębu.
Pod tablicą, wygrzewa się w słońcu kamienna jaszczurka.

Przed kilku laty wichura powaliła drzewo, które upadając potłukło krzyż.

Przy drugim obelisku też nie ma już krzyża, a pomiędzy głazami wykuto delikatne kwiatki wyrastające pośród liści.
Na kamiennej księdze wyryto napis:

D.O.M. śp Katarzyna z Hermanowskich KISER ur d 6 listopada 1836r
zmarła 18 kwietnia spokój jej duszy wdzięczne dzieci

Katarzyna Kiser, córka Jakuba i Marii z Brozińskich małżonków Hermanowskich, urodziła się w miejscowości Szerzew parafia Mogilno w Prusach mieszkała w Blachowni, była wdową po rzeźniku.

 

Pośrodku cmentarza pod olbrzymim bukiem stoi podręczny skład narzędzi. Przed laty był grobowcem jak ten, gdzie pochowano ks. Konderskiego, za kadencji ks. Stanisława Pytlawskiego, jego wnętrze zostało przebudowane, zlikwidowano nisze grobowe, zainstalowano drzwi, szczątki zmarłych pochowano pod posadzką.
Transkrypcja na metalowej tablicy po lewej stronie, mówi:

D.O.M. Zofia z Karpińskich Fedecka córka oficera wojsk polskich
żyła lat 68 zmarła dn 6 czerwca 1907 r prosi o westchnienie do Boga

Zofia Fedecka córka Piotra i Albiny z Janiszewskich, małżonków Karpińskich, urodziła się w Kaliszu. Mieszkała w Blachowni, była wdową po Józefacie Fedeckim - notariuszu.

W aktach parafialnych jako świadków zgłaszających jej zgon, zapisano: Wojciecha Korwin Szymanowskiego administratora majątku Konopiska lat 63 i Stefana Knowiakowskiego kierującego fabryką „Blachownia” lat 37.

Groby: Aleksandra Waiznera, Katarzyny Kiser i Zofii Fedeckiej, to jedyne zachowane pamiątki po przynależności Blachowni do naszej parafii.

 

Po prawej stronie obok Zofii Fedeckiej, pochowano nauczycielkę. Płyta nagrobna z białego marmuru odpadła, długo stała pod ścianą, być może ktoś nieświadomy jej wartości zabytkowej po prostu ją wyrzucił. Oto treść napisu:

Franciszka Goślicka nauczycielka córka śp Jana Rejenta ziemi płockiej
i Bronisławy z Walenckich żyła lat 55 zm 17 XII 1918 r
pokój jej zacnej duszy najukochańszej siostrze stroskane rodzeństwo

Franciszka Helena Goślicka córka. Jana i Bronisławy z Walęckich, niezamężna, w akcie zgonu jest zapisana jako stała mieszkanka Warszawy. Faktycznie jednak przez wiele lat mieszkała i pracowała w Konopiskach.
Praca tej nauczycielki przypadła na najtrudniejszy okres dziejowy naszego narodu. Swoje powołanie realizowała z narażeniem życia, przekazując miejscowym dzieciom wiedzę i ucząc umiłowania Ojczyzny. Mimo świadomości grożącego niebezpieczeństwa, nie wahała się ukazywać im piękna ojczystego języka.
Pamięć o jej patriotyzmie przekazywana kolejnym pokoleniom młodzieży, jest najpiękniejszym kwiatem składanym na jej nieistniejącej mogile.

Po drugiej stronie alejki, za bukiem w głębi kwatery, znajduje się grób rodziny Paruzelów. W tej mogile pochowano też ich krewnego, sierżanta Jana Walentego Sośninka, dowódcę miejscowego oddziału AK w czasie II wojny światowej. Syn Antoniego i Elżbiety z Szymańskich urodził się 07 lutego 1901 roku.
Przed wojną służył w 74 Pułku Piechoty w Lublińcu. We wrześniu 1939 r. Niemcy aresztowali go i wywieźli do stalagu. Poprzez kontakty konspiracyjne armii podziemnej został zwolniony i przydzielony na dowódcę plutonu w Konopiskach, jego rodzinnej miejscowości.
W konspiracji używał pseudonimów: „Jesion” i „Albin”. Jego zastępcą mianowano Stanisława Siemińskiego ps. „Dąb drugi”, przedwojennego plutonowego 74 Pułku Piechoty z czasem awansowanego do stopnia sierżanta, mieszkającego w Rększowicach.
Pod ich dowództwem liczebność oddziału stopniowo wzrastała, z zachowaniem wszelkich zasad konspiracji. Teren działalności był rozległy. Z powodu naszej przynależności do Rzeszy Niemieckiej, ograniczono ją do tzw. małej dywersji.

Organizowano przerzuty osób „spalonych” przez granicę z Generalną Gubernią, a także niezwykle ryzykowne przechodzenie konspiratorów do Guberni i z powrotem. Zbierano informacje o ruchach wojsk niemieckich, policji i żandarmerii, oraz ich zbrodniczych działaniach wobec miejscowej ludności. Robiono plany umocnień, bunkrów, okopów, zasieków i rowów przeciwczołgowych budowanych w całej okolicy.
Łącznicy przenosili ulotki, gazety, komunikaty radiowe, broń, amunicję , różne ładunki i środki opatrunkowe do dalszego przerzutu. W przypadku akcji zbrojnych wykonywanych przez oddział z innego terenu ( wymóg bezpieczeństwa), ludzie z miejscowego oddziału osłaniali te akcje. Utrzymywano kontakty z oddziałami w Blachowni, Lublińcu i z oddziałem „Ponurego” z pobliskiej ziemi kieleckiej.
Kontruderzeniem była działalność licznych konfidentów. Denuncjacja na duża skalę, która niemal rozbiła siatkę, miała miejsce w końcu 1944 roku. Zaufany posterunkowy ostrzegł Jana Sośniaka o planie jego aresztowania, on jednak nie ukrył się czekając na to.
Wiedział, że gdyby gestapowcy nie znaleźli go, w odwecie aresztowaliby krewnych a może też i znajomych i sąsiadów, a tak obława skończy się na nim. Nie był żonaty, wolał więc zginać sam niż narazić innych.

Aresztowany przez Gestapo z Blachowni, został osadzony w więzieniu w Lublińcu. Mając do wyboru dekonspirację oddziału i aresztowanie wielu zaufanych przyjaciół, wykazał się nieugiętą postawą wybierając własną śmierć. Torturowany zmarł 08.11.1944 roku.

W kierunku południowym przy alejce, jest wspólny grób braci Bronisława i Stanisława Klechów. W wyniku denuncjacji sąsiada konfidenta aresztowano ich i przetrzymywano na posterunku Jagdkommando przy kopalni Konopiska. Tam ich bestialsko torturowano, na koniec wyprowadzono na ścieżkę przy lesie i przy tzw. „próbie ucieczki” dobito.

Jeszcze bardziej na południe w ostatniej kwaterze, jest wspólna mogiła trzech nieznanych żołnierzy Wojska Polskiego, poległych w pierwszych dniach września 1939 roku. Nie wiadomo czy zginęli w akcji, czy ich rozstrzelano. Zwłoki przywieźli na cmentarz żołnierze Wehrmachtu i zawiadomili proboszcza, że ma zorganizować pochówek. Ludzie wykonujący tę czynność, pracowali pod nadzorem Niemców. Nie znali zabitych żołnierzy, a z obawy przed Niemcami nie zdjęli pomordowanym śmiertelników (znaczków identyfikacyjnych).

W tej samej dość dużej kwaterze pochowani są członkowie ruchu oporu z naszego terenu. Kilku z nich spoczywa blisko nieznanych żołnierzy, dwóch pochowano przy samym murze cmentarnym. Ich śmierć była skutkiem denuncjacji konfidentów. Zginęli mieszkańcy Aleksandrii, Dźbowa, Hutek, Konopisk, Kowali. Spośród nich, na naszym cmentarzu spoczywają: Bryła Władysław, Bula Zygmunt, Gzik Teofil, Jeziorski Teofil, Napieraj Antoni, Włóka Edmund.

Kazimierz Wikliński z Dźbowa lat 22, żołnierz AK, po straszliwych torturach zamordowany na podwórku konfidenta w Aleksandrii, pochowany został na naszym cmentarzu. Po zakończeniu wojny przyjechali żołnierze dawni towarzysze walki, ekshumowali go i przewieźli na cmentarz do Dźbowa, gdzie z honorami wojskowymi dokonano pochówku.

Oprócz tych wymienionych, jest wiele pięknych, oryginalnych, czy godnych zauważenia grobów rozsianych po cmentarzu. Np za kaplicą znajduje się rodzinny grób Pyrkoszów. W pobliżu pod skromnym nagrobkiem, spoczywają Anna i Roman Fedkiwowie. Roman Fedkiw syn Mikołaja i Anny urodził się 03.V.1898 roku w rolniczej rodzinie greko-katolików. Być może niełatwo było chłopskiemu synowi zdobyć wykształcenie, jednak został lekarzem. Zamieszkał z rodziną w starym ośrodku zdrowia w Wygodzie. O każdej porze dnia i nocy służył wszechstronną pomocą medyczną okolicznej ludności. Zmarł 22.08.1964 roku.

Pamięć o tych wszystkich wspomnianych osobach, powinna trwać nieustannie tak, jak trwa pamięć o wszystkich naszych bliskich. Pielęgnujemy ich groby, otaczamy troską i szacunkiem z nadzieją, że i o nas nasi potomni nie zapomną. Obowiązek troski jaki na nas spoczywa, to obowiązek święty i zaszczytny.

Czuwajmy, aby uchronić cmentarz od zamierzonego lub bezmyślnego zniszczenia. Nie pobłażajmy aktom profanacji i wandalizmu. Piętnujmy je aby taki sam los nie spotkał kiedyś naszych mogił.

Cmentarz to miejsce dostojne, poważne, miejsce zadumy nad życiem i przemijaniem. Obrazą tego miejsca jest beztroskie jeżdżenie rowerem po alejkach, czy palenie papierosów. To miejsce święte niemal tak jak kościół, bo kryje szczątki niejednej osoby z pewnością zasługującej już na miano świętości. Czy osoba zdrowo myśląca zachowałaby się niegodnie w kościele?
Wszyscy, którzy odeszli przed nami, mogliby nam powiedzieć:

„Byłem tym, kim ty jesteś
Jestem tym, kim ty będziesz”.


Barbara Herba